KLUB PIRATA

Ahoj moja dzielna Załogo!!!                                                                        Jednym z flagowych działań „Klubu Pirata” jest integracja. A cóż lepiej łączy zerwane wirusowymi wakacjami więzy niż dobra, wspólna gra? Ale ale, nie byle jaka, przepłynęłam wszystkie siedem mórz i dwie rzeki, aby zdobyć dla Nas to cacuszko. I niniejszym ogłaszam, że „Klub Pirata” zaczyna stałą współpracę z kartami Dixit! Czy już wiecie załogo jakie będzie nasze kolejne zadanie? Czy to wieszak? Czy samolot? Czy ptak? Nie, to nie hak do stu bałwanów morskich! To twórcze wykorzystanie gry Dixit.
Karty Dixit:                                                                                                                  –za ich pomocą ćwiczymy swobodną komunikację
  • pobudzają kreatywność
  • pobudzają wyobraźnię
  • uczymy się z nimi zasad dialogu
  • są dla nas narzędziem edukacyjnym bazującym na zabawie
  • stawiają na wielowymiarowość interpretacji, przy czym każda interpretacja jest poprawna, jedyna w swoim rodzaju
  • rozbudzają myślenie metaforyczne
  • wspomagają czynną pracę w grupie
  • nienachalnie wymuszają pracę wszystkich dzieci
  • są piękne wizualnie, wdrażają dzieci do rozwijania wysokiego poczucia estetyki.
W jaki sposób używamy kart
Moja dzielna załoga miała nie lada zadanie. Po kilku dniach prób, ogromnej cierpliwości, już już wreszcie zagraliśmy kartami. Na początku dzielni piraci losowali numerki grup, w których przyszło im pracować. Wszyscy zamaskowani i z umytymi rączkami- pamiętamy o zasadach higieny w czasie pandemii, aj jaj! Rozstawiliśmy planszę i wybraliśmy reprezentacyjne króliki-pionki. Następnie każdy w grupie losował swoją, jedyną i niepowtarzalną kartę Dixit. El Kapitan wybrał kartę startową- białego królika, od którego wszystko się zaczęło. Reakcja przebiegła lawinowo, praca w grupie to trudne zadanie, ale stopniowo moja załoga dojdzie do perfekcji! Efektem naszych śmiałych poczynań jest opowiadanie o przygodach królika Mruczusia Fjurija, spisane przez kapita…eh eh, pirackiego skrybę. Koniecznie je przeczytajcie, aj?! Spójrzcie też na zdjęcia, jak twórczo przebiegała nasza zabawa.
Mruczuś w krainie czarów                                                                                        Za górami, za lasami, za siedmioma jeziorami żył sobie biały, mały królik o imieniu Mruczuś Fjurij. Miał wielu przyjaciół którym mruczał piękne mruczanki.
    Pewnego słonecznego dnia królik Mruczuś kicał wesoło po zielonej łące, gdy nagle wśród trawy dostrzegł dziwny przedmiot. -To złoty kielich!-powiedział. Kiedy go dotknął w trawie utworzyła się wielka dziura. Wpadł do niej, ale lecąc był bardzo zdziwiony, bo dziura wyglądała jak dziupla ptaków pełna kolorowych kwiatów. Na końcu dziupli ukazała się ogromna małpa bez zęba, która grała na złotych talerzach. Małpa chciała grać w zespole, ale nie miała kolegów, więc zastawiła na łące złotą pułapkę. Złapanych- głównie kosmitów, trzymała w klatce, co nie było miłe, bo nikt nie chce grać w klatce i na siłę. Mruczuś dał małpie banana i marchewkę, po których zasnęła, a królik uwolnił kosmitów i uciekł z nimi do miasta. Było to mini miasto pełne mini ludzików, którzy budowali rakiety. Nagle króliczek zobaczył małego, płaczącego ludzika- Ciekawe co mu się stało? Po chwili okazało się, że ludzikowi rozpuścił się obraz-plan budowy rakiety. Mruczuś zamruczał swoją leczniczą kołysankę, a obok pojawił się kupiec sprzedający zaczarowane: długopis, który robił pstryk i latającą poduszkę. Za pieniądze ludzika kupili przedmioty i odlecieli w dal. Po dwóch dniach dolecieli na tajemniczą plażę z monetą, zaczarowanym mieczem i lampą Alladyna. Od niewidomej pani dowiedzieli się, że muszą wybrać jedną rzecz i pokonać nią potwora, pilnującego zamrożonych owoców. A że byli głodni-nie było wyjścia. Rach ciach plast pokonali potwora złotym mieczem i odlecieli rakietą razem z kosmitami. KONIEC
marta.rybicka-grzesiak@sp17.zgora.pl

(wasz świetlicowy Kapitan) Marta Rybicka-Grzesiak